|
Fonograf - niezapomniana muzyka XX wieku
|
FONOGRAF - program Krzysztofa Borowca
OJCIEC POLSKIEGO BLUESA Dziś garść wspomnień o Tadeuszu Nalepie - artyście, którego od ponad trzech lat nie ma już wśród nas, a który konsekwentnie przez kilkadziesiąt lat był jednym z najważniejszych twórców polskiej sceny muzycznej. 26 sierpnia przypadła 67 rocznica jego urodzin.Byłem zupełnym smarkaczem, gdy po raz pierwszy w Telewizji Polskiej ujrzałem Tadeusza Nalepę z zespołem Breakout. Było to bodaj w końcu 1968 roku, w jednym z programów Telewizyjna Giełda Piosenki. Zabrzmiał tam kawałek, który zdecydowanie odbiegał od prezentowanych wówczas grzecznych i dość bezpłciowych numerów, takich jak choćby "Hipopotam" Kasi Sobczyk i Czerwono-Czarnych. "Gdybyś kochał, hej!" - utwór, o którym mowa - zaśpiewany przez Mirę Kubasińską, zagrany z energią i bluesrockowym pazurem stał się szybko ogólnopolskim hitem. Jak się jednak wkrótce okazało, z przyczyn ideowych media nie hołubiły Nalepy i jego zespołu, a jakkolwiek artysta nigdy nie poczuwał się do związku z hippisami, to jednak stał się bohaterem hippisujacej młodzieży. Wszak ówczesna wojna z rockiem, była też wojną z długowłosymi. Tadeusz Nalepa był już wówczas po dokonaniach z zespołem Blackout (wielki przebój Anna), a Breakout stawał się nowym, zdecydowanie najważniejszym etapem w jego muzycznej wędrówce. Wkrótce ukazał się pierwszy krążek grupy zatytułowany "Na drugim brzegu tęczy", jeden z najlepszych debiutów w historii polskiej muzyki. Nim jednak to nastąpiło, dzięki Franciszkowi Walickiemu, jesienią 1968 roku Breakout wyjechał do Holandii, skąd przywiózł gitarę Rickenbaker, bębny Ludwiga, aparaturę nagłaśniającą, potężne - jak na owe czasy - cztery 100-watowe kolumny Marshalla i dwa wzmacniacze po 200 watów każdy. Takiego sprzętu nie miał wówczas żaden zespół w Polsce. Na zakończenie swojej trasy koncertowej w Holandii kapela wystąpiła w Sali "De Doelen" w Rotterdamie, obok bardzo popularnej brytyjskiej grupy Small Faces oraz dwóch grup holenderskich. Materiał prasowy, który ukazał się po tym koncercie w gazecie "Nieuwe Amsterdamsche Courant" kończył się słowami: "Polacy byli najlepsi. Wypadli lepiej od Anglików. Byli rewelacją wieczoru". Debiutancki krążek ujawniał fascynacje lidera dokonaniami takich wykonawców, jak: John Mayall, Jimi Hendrix, grupy Jefferson Airpalne, Jethro Tull czy Vanilla Fudge. Nalepa nigdy zresztą nie ukrywał swoich muzycznych inspiracji. W gronie ulubionych mistrzów gitary, przez wszystkie lata, umieszczał Petera Greena, Erica Claptona, Jimmy Page'a i przede wszystkim Paul Kossoffa z zespołu Free, o którym mówił: "Tak na gitarze nikt nie gra. Technicznie znakomity, piękne wibrato". Po płycie "Na drugim brzegu tęczy" przyszedł następny krążek 70a, kolejny z udziałem Włodzimierza Nahornego i jedyny z udziałem Józefa Skrzeka. Płyta bardzo dobra, zapowiadająca bodaj szczytowe osiągniecie - krążek "Blues" z 1971 roku. Okładka "Bluesa" - przedstawiająca długowłosego mężczyznę w dżinsowej kurtce, z gitarą, który za rękę prowadzi małego, dziarsko kroczącego chłopca - szybko stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce. Jakkolwiek za najlepszy materiał bluesowy Tadeusz Nalepa uważał to, co znalazło się w 1974 roku na płycie Kamienie, to jednak głównie numery z Bluesa - napisane, jak większość, do słów Bogdana Loebla - weszły na stałe do naszej bluesrockowej skarbnicy. Trudno byłoby sobie wyobrazić ostrzejsza odmianę naszej rodzimej muzyki bez znakomitego riffu (zasługa Dariusza Koazkiewicza) w numerze "Oni zaraz przyjdą tu". Trudno zapomnieć drive utworu "Ona poszła inna drogą", czy urok "Co się stało kwiatom". Jednak absolutnym standardem, tym który "zbłądził pod strzechy" stał się numer "Kiedy byłem małym chłopcem". Rzecz absolutnie ponadczasowa. Ktoś, kiedyś powiedział nawet, że trudno sobie wyobrazić męską edukację bez znajomości tego bluesa. Racja. W późniejszym okresie Breakout nagrywał już nie tak świetne płyty, ja jednak lubię od czasu do czasu posłuchać ZOL z 1979 roku i podobnie, jak Tadeusz Nalepa, wbrew krytyce, uważam, że - obok wydanego dwa lata wcześniej NOL - jest całkiem udanym krążkiem. W 1981 roku po zamknięciu rozdziału pod nazwą Breakout artysta kontynuował karierę solową grał i nagrywał z wieloma znakomitymi muzykami: Stanisławem Sojką, Andrzejem Nowakiem, grupą Kciuk-Surzyn Band, czy zespołem Dżem (świetny numer "Ten o tobie film"). Nagrywał płyty utrzymane w mocno rockowych klimatach (album Numero uno), zawsze jednak pozostał wierny poetyce bluesa. Ten gatunek był mu zdecydowanie najbliższy. Na koniec sięgam do niezwykłego numeru "Modlitwa", pochodzącego z krążka "Kamienie", który w równie znakomitej wersji znalazł się na płycie "Live". Ile żaru, ile bluesowego piękna udało się zawrzeć Nalepie w tym utworze. "Wysłuchaj mojej pieśni Panie, / do Ciebie wznoszę dzisiaj głos. / Ty jesteś wszędzie, wszystkim jesteś Ty, / lecz kamieniem nie bądź mi. / (...) Wystarczy abyś skinął ręką, / wystarczy jedna Twoja myśl, / a zacznę życie swoje jeszcze raz, / więc o boski błagam gest". Wierzę, że gdzieś tam w zaświatach Nalepa "zaczął życie swoje jeszcze raz" i nadal gra swoje niezwykłe bluesowe kawałki. Krzysztof Borowiec 28-08-2010 09:23
|