Misjonarze proszą o modlitwę

31.03.2020

Do redakcji RDN spłynęły listy od diecezjalnych misjonarzy pracujących w Czadzie, Peru czy Brazylii. I tam dotarł koronawirus.

Po stwierdzeniu pierwszego przypadku zakażenia w Czadzie, zakazano m.in. odprawiania Mszy św. z udziałem wiernych.

– Reakcja rządu była szybka, został powołany sztab kryzysowy, zamknięte przedszkola, szkoły, uczelnie wyższe – do odwołania. Została też zablokowana przestrzeń powietrzna. I właśnie tutaj pojawił się duży problem, gdyż w Czadzie przebywali obcokrajowcy, turyści. Zostali oni odcięci od świata bez możliwości opuszczenia tego kraju. W tym czasie przebywała tu także grupa 12 turystów z Polski. Kolejną decyzją rządu było zamknięcie wszystkich meczetów i miejsc kultu. Dlatego od piątku 20 marca msze święte są sprawowane bez obecności ludu – relacjonuje misjonarz ks. Stanisłw Worwa.

Pełną treść listów publikujemy poniżej.

Republika Środkowoafrykańska

A gonda Jesus Christ!

Piszę z Republiki Środkowoafrykańskiej, aby w kilku słowach przedstawić sytuację pandemii u nas. Kiedy z mediów dowiedzieliśmy się o epidemii wywołanej koronawirusem, która przerodziła się później w pandemię, cieszyliśmy się początkowo, że wysoka temperatura zabija wirusa, więc u nas, w Afryce nie przeżyje. Później jednak okazało się, iż kolejne kraje afrykańskie są również zarażone wirusem i wtedy było już dla nas jasne, że tutaj pandemia również dotrze, co też się stało.

14 marca odkryto pierwszy w naszym kraju przypadek osoby zarażonej wirusem. Przyleciała z Włoch, co spowodowało, że wśród ludzi zaczęto oskarżać białych o przywiezienie choroby. Jednak kilka dni później również po przylocie samolotu z Europy odkryto wirusa u osoby czarnoskórej, więc oskarżenia ucichły. Na dzień dzisiejszy jest pięć osób, u których stwierdzono obecność wirusa i jak już mówiłem, są to osoby przybyłe z zewnątrz. Jak wszędzie, pierwsza reakcja na przypadki osób zarażonych to kwarantanna i pełna izolacja takiej osoby (póki co nie ma ofiar). Do dzisiejszego wieczora władze kraju mówiły o prewencji takiej jak mycie rąk, nie podawanie ręki na powitanie, unikanie większych zgromadzeń, ale nie było oficjalnego stanowiska.

Od dzisiejszego wieczoru (26.03) wprowadzono restrykcje: zamknięto wszystkie szkoły i uniwersytet, zawieszono ceremonie, w tym religijne z ograniczeniem do 15 osób, zamknięto wszystkie bary, zabroniono spotykania się w grupach większych niż 15 osób, zamknięto również lotnisko, dla osób z potwierdzonym zakażeniem wymagana jest kwarantanna, są obostrzenia w przemieszczaniu się, szczególnie jeśli chodzi o przyjazd z prowincji do stolicy.

Na obecną chwilę leczenie osoby zarażonej, jest możliwe w stolicy – Bangi (pierwsza osoba jest już wyleczona) i myślę, że w innych ośrodkach zdrowia, gdzie jest dostęp do chlorokiny, też będzie to możliwe, jeśli zajdzie taka potrzeba. Problemem może być wykonywanie testów, bo wykonuje je, jak na razie, jeden ośrodek w stolicy – „Institut Pasteur”. Z tego, co widać, ludzie nie bardzo sobie zdają sprawę z zagrożenia, np. od kilku dni mówi się o nie podawaniu ręki na powitanie, ale prawie nikt tego nie respektuje. Nawet osoby odpowiedzialne, mówiące o tym, aby ręki nie podawać, same tuż po przekazaniu tej informacji podchodzą do zgromadzonych i podają rękę, jakby nic nie mówiły minutę temu. Co jest pozytywne, to fakt, że ludzie starają się myć ręce przed wejściem do kościoła i innych instytucji, szczególnie jeśli ustawione są przy wejściu pojemniki z wodą i środkami dezynfekującymi.

Warto zaznaczyć, że dyscyplina izolacji w naszych warunkach będzie bardzo trudna lub wręcz niemożliwa. Po pierwsze dlatego, że ludzie muszą się przemieszczać aby przeżyć. Nie ma lodówek, więc wszystko trzeba kupić na rynku, a tam jak wszędzie dużo ludzi. Nie ma wodociągów, więc po wodę trzeba iść albo do rzeki, albo do strumyka, albo do studni, a tam dużo ludzi. Nie ma pralek, więc trzeba iść wyprać ubrania, najczęściej do rzeki lub strumyka, a tam dużo ludzi. Po drugie, kultura afrykańska nie dopuszcza izolacji. Po trzecie, jeśli ktoś umrze, to cała rodzina i cała wioska musi! przyjść na pogrzeb.

Jeśli chodzi o nasze życie religijne, to biskup Mirosław już zapowiedział, że będziemy regularnie transmitować msze przez radio diecezjalne, więc kto zechce, wirtualnie może uczestniczyć. Katecheza, droga krzyżowa i inne spotkania, czy rekolekcje, muszą być na ten czas zawieszone. W naszych warunkach transmisja telewizyjna, czy internetowa nie wchodzi w grę, gdyż ludzie nie mają telewizji w domach, a internet też nie jest popularnym środkiem komunikacji. To tyle informacji na dzień dzisiejszy (27 marca). Postaram się informować, jeśli Bóg pozwoli. Pamiętamy w modlitwie i o nią prosimy.

ks. Krzysztof Mikołajczyk


Peru

Huaribamba, 26 marca 2020 r.

Moi Drodzy!
Kiedy 15 marca prezydent Peru, Martin Vizcarra ogłosił, że w kraju od kolejnego dnia będzie obowiązywał stan wyjątkowy, nikt z nas, misjonarzy i obywateli, nie spodziewał się, że środki wprowadzone przez rząd będą aż tak ostre.

W poniedziałek wieczorem 16 marca, Peru zamieniło się niemal w pole bitewne. Na ulicach pojawiło się wojsko w pełnym uposażeniu i przejęło władzę niemal nad wszystkim. Zamykano sklepy, z których zaskoczeni mieszkańcy w chaosie wynosili wszystko co mogli. Zablokowano wszystkie drogi. Rok szkolny, który miał się wtedy rozpocząć, został odwołany do 30 marca. Dziś, kiedy piszę ten list okazuje się, że stan taki potrwa jednak aż do 12 kwietnia. Wojsko zamknęło wszystkie stragany i urzędy. Zamknięto ludzi w ich domach i zakazano z nich wychodzić. Wydaje się zatem, że rząd zareagował dobrze i skutecznie. Wprowadził zalecenia na ten czas, równie dobre, jak wiele państw europejskich, a może nawet jeszcze bardziej restrykcyjne. Gdzie więc jest haczyk?

Problemem Peru i wielu państw Ameryki Południowej jest szeroko rozumiana bieda ekonomiczna, intelektualna i duchowa. Większość społeczeństwa, szczególnie w miastach, żyje „z dnia na dzień”. Prowadzą sklepiki, restauracyjki, niemal wszystkie usługi są wykonywane „na ulicy”. Taki jest styl życia Latynosów. Zdecydowana część społeczeństwa żyje z tego, co zarobi przez jeden dzień. Tutaj nikt nie odkłada pieniędzy na przyszłość. Nie robi się zapasów. Ludzie nie myślą o dniu jutrzejszym. I tutaj właśnie pojawia się problem, bo kiedy rząd, stając w obliczu kryzysu epidemii zamyka wszystko i wszystkich, to musi to zrodzić chaos.

Od początku ogłoszenia stanu wyjątkowego zamknięto już 20 tysięcy ludzi w więzieniu za nieprzestrzeganie zaleceń. Czyli za co? Za to, że ludzie wychodzą z domów i szukają jedzenia. Sytuacja, szczególnie w miastach, jest dramatyczna. Pozbawieni środków do życia ludzie łamią kwarantannę i wychodzą z domów, gdzie spotykają wojsko, które się „nie patyczkuje”. Wielu ludzi, co wydaje się logiczne, wybiera starcie z wojskiem i narażenie na zakażenie, niż zostanie w domu i umieranie z głodu.
A jak jest z zakażonymi? Oficjalne dane mówią o 540 potwierdzonych przypadkach i 9 zmarłych. To dane z 26 marca. Jednak nikt logicznie myślący w tym kraju nie uwierzy, że to jest prawda. Media nie podają realnej liczy zakażonych i zmarłych. Dlaczego? Być może żeby nie siać paniki i uniknąć jeszcze większego chaosu. Strach przed wzrostem zakażeń jest olbrzymi i uzasadniony. W województwie, w którym pracuje najwięcej tarnowskich misjonarzy, są tylko 4 respiratory. Służba zdrowia praktycznie nie istnieje. Brakuje podstawowego sprzętu i wykwalifikowanych lekarzy. Kolejnym problemem jest anemia. Dotyka ona szczególnie ludzi żyjących wysoko w górach. Problematyczne jest także ogólne niedożywienie i brak higieny. Można zapomnieć o tym, że ludzie myją tu ręce i przestrzegają wszelkich zaleceń. Koronawirus znajduje więc tutaj szczególnie dobre „podłoże”.

Sytuacja w odległych wioskach, położonych w górach, jest nieco inna niż w wielkich miastach. W mojej parafii, Santa Ana de Huaribamba, nie ma zakażonych wirusem, ale pojawiają się inne problemy. Zamknięte drogi odcięły nas od świata. W Huribambie nie można kupić prawie nic do jedzenia. Ziemniaki, owszem, ale w zasadzie nic więcej. W ubiegły wtorek podjąłem ryzyko wyjazdu do najbliższego miasteczka Pampas, żeby zrobić zakupy dla siebie i mieszkańców. Wyposażyłem się w specjalne pozwolenie, które w moim przypadku było bardzo naciągane, w maseczkę, rękawiczki, które szczęśliwie znalazłem w apteczce samochodowej i wyjechałem. Oczywiście, nie uniknąłem kontroli ze strony wojska, przesłuchania i podejrzliwych spojrzeń, ale udało mi się jakieś zakupy zrobić (ryż, cukier, chleb i trochę mięsa).

Pierwszym zakażonym w Peru był Hiszpan, który przyleciał tutaj początkiem marca. Media szybko rozpowszechniły wiadomość, że to Europejczyk jest winien epidemii, więc na wszystkich „gringos” patrzy się teraz bardzo podejrzliwie. Nie inaczej jest z tym co mnie, jako misjonarza dotyczy najbardziej, czyli z ewangelizacją i sprawowaniem sakramentów. Od początku epidemii jest zakazane sprawowanie Eucharystii. Kościoły są zamknięte i nabożeństwa odwołane. Istnieje możliwość słuchania mszy świętej w radiu, czy oglądania w telewizji, ale to luksus, na który mogą pozwolić sobie najbogatsi. Większość ludzi, szczególnie na wioskach, nie posiada telewizji czy radia. Wiem jednak, że wielu ludzi modli się w swoich domach. Są optymistami i wierzą, że wirus ich nie dotknie.

Jak długo potrwa ta sytuacja w Peru? Jak się rozwinie? Ciężko stwierdzić, bo niestety mediom i rządowi nie można zaufać. Nie znamy realnej liczby zakażonych, więc ciężko prognozować kiedy będzie szczyt zachorowań i kiedy wyhamowanie. Pozostaje nam tylko modlitwa. W krajach ubogich, jak Peru, epidemia może przybrać katastrofalne skutki… Z epidemią nie radzą sobie państwa uważane za bogate, z solidną służbą zdrowia i ekonomicznie dobrze sytuowane. Czego więc spodziewać się po krajach najuboższych? Oby nie najgorszego…

Wirus dotarł do Peru początkiem marca, a stan wyjątkowy mamy dopiero drugi tydzień. To początek walki i sytuacja jest bardzo dynamiczna. Media co chwilę informują o nowych przypadkach zakażeń (o ile wierzyć, że są tak nieliczne) i o nowych przypadkach łamania kwarantanny.
Piszę ten list w imieniu wszystkich misjonarzy tarnowskich, którzy tutaj pracują. Nie tylko ja jestem odcięty od świata. Sytuacja dotyczy każdego z nas. I każdy z nas prosi o modlitwę. Nie możemy wrócić do domu, do Polski, do naszych rodzin, choć przecież każdy z nas martwi się o swoich najbliższych, ale możemy się modlić. Pamiętamy o was w naszych modlitwach i prosimy o to samo.
Ks. Stanisław Knurowski


Czad

Ndżamena, 27 marca 2020 r.

Szczęść Boże!
Serdecznie pozdrawiam, już z gorącego Czadu. Podobnie jak większość krajów świata, Czad też został dotknięty pandemią koronawirusa.
Skończyłem mszę św. bez ludu, tak już jest od tygodnia. Jak pisałem, kolejne dwa przypadki w Czadzie, tym razem Czadyjczyk wśród nich, wiec będzie ciekawie. Jakby było mało tego wszystkiego, to jeszcze Boko Haram zaatakowało dwa dni temu przy jeziorze Czad, zginęło 92 czadyjskich żołnierzy, prawie 50 ciężko rannych, z tego 6 już zmarło przez odniesione rany.

Przez pierwsze dwa tygodnie marca nie zanotowano w Czadzie żadnych przypadków zarażenia. Jednak 19 marca rząd oficjalnie poinformował o pierwszym przypadku zarażenia koronawirusem. Chodzi o Marokańczyka, który przyleciał z Douala w Kamerunie. Później pojawiły się dwa inne przypadki, a wczoraj, 26 marca dwa kolejne, w tym pierwszy zarażony Czadyjczyk. Na dzień dzisiejszy jest 5 zakażonych (Marokańczyk, Hindus, Francuz, Kameruńczyk i Czadyjczyk). Wszystkie te osoby przybyły z zewnątrz, (albo Bruksela, albo Włochy, albo Dubaj). Niestety, wielu czadyjskich studentów mimo „szczelnie” zamkniętych granic wraca do domu przez Kamerun, gdzie pokonuje graniczną rzekę. W ten sposób są oni nosicielami wirusa.

Reakcja rządu była szybka, został powołany sztab kryzysowy, zamknięte przedszkola, szkoły, uczelnie wyższe – do odwołania. Została też zablokowana przestrzeń powietrzna. I właśnie tutaj pojawił się duży problem, gdyż w Czadzie przebywali obcokrajowcy, turyści. Zostali oni odcięci od świata bez możliwości opuszczenia tego kraju. W tym czasie przebywała tu także grupa 12 turystów z Polski. Przez prawie tydzień byli zablokowani w hotelu i nie mogli opuszczać miejsca zamieszkania. Pojawiła się sprawa kosztów przedłużonego pobytu, brakujących leków i panika. Jednak dzięki pomocy ambasady francuskiej, Komisji Unii Europejskiej i Rządu Republiki Czadu, prawie 120 obcokrajowców opuściło wczoraj kraj samolotem wojskowym.

Kolejną decyzją rządu było zamknięcie wszystkich meczetów i miejsc kultu. Dlatego od piątku 20 marca msze święte są sprawowane bez obecności ludu. Jest to sytuacja bardzo trudna i smutna, dla wielu nawet niezrozumiała. Decyzja zaskoczyła nas w ciągu dnia, kiedy mielimy w parafii adorację Najświętszego Sakramentu. Ten dzień miał być odpowiedzią na inicjatywę Ojca Świętego: „24 godziny dla Pana”. Adoracja, spowiedź, msze święte – wszystko miało trwać do sobotniego poranka. Decyzją rządu i biskupa, musieliśmy przerwać i zakończyć drogą krzyżową i Eucharystią. To były dwie ostatnie publiczne celebracje. Na koniec drogi krzyżowej zostało odczytane zarządzenie episkopatu Czadu, w którym jest mowa o tym, że wszystkie celebracje publiczne: msza święta, droga krzyżowa, adoracja Najświętszego Sakramentu, także celebracje Wielkiego Tygodnia, a z tym związane też sakramenty chrztu i komunii świętej – są zawieszone. Nie ma spowiedzi świętej organizowanej w parafiach, a tylko indywidualna, po wcześniejszym uzgodnieniu. Nie ma pogrzebów i spotkań wspólnotowych – jednym słowem parafie są puste, ale to nie znaczy, że ludzie opuścili kościoły. W ciągu dnia wielu przychodzi na prywatną modlitwę, zachowując wszystkie zarządzenia, zachowując odstęp i higienę. Zawsze ktoś w kościele jest. Dzwony w parafiach jak co dzień ogłaszają mszę świętą. W tym czasie ludzie w swoich domach łączą się duchowo na modlitwie. Poprzez modlitwę różańcową, wspólne czytanie Pisma Świętego wraz z sąsiadami (czasem są to protestanci mieszkający na tej samej koncesji) i solidarne łączenie się z duszpasterzami, którzy w tym czasie sprawują Eucharystię, widać taki powrót do Kościoła pierwszych wieków – Kościoła domowego. Msze święte codziennie są transmitowane przez radio diecezjalne. Czuje się solidarność międzyludzką oraz większe zainteresowanie o swoich duszpasterzy. Ludzie nie mogąc przyjść, dzwonią by zapytać. Szukają też otuchy.

W stolicy jest tylko jeden szpital w Farcha, który przygotowano na przyjęcie kilkunastu zakażonych osób. Ostatnio jeden z hoteli został przejęty przez państwo, by umożliwić kwarantannę tym, którzy przylecieli samolotem z pierwszym zarażonym. Przedwczoraj został zamknięty duży hotel (dawny Kempiński), gdyż wykryto tam dwa pozytywne przypadki.

Niestety, ludzie nie są zdyscyplinowani. Uważają, że to ich to nie dotyczy, bo w Czadzie jest wysoka temperatura, która rzekomo poskramia wirusa. Jednak wczorajsza wiadomość o zarażonym Czadyjczyku przyczyniła się do większej paniki. Dodatkowo początkiem tego tygodnia Czad został zaatakowany przez Bokoharam. Zginęło prawie 100 czadyjskich żołnierzy, a 40 jest ciężko rannych.

Ja osobiście liczę na zrozumienie moich wiernych w zakresie przyjęcia i zastosowania restrykcji. To dotyczy także nas kapłanów, misjonarzy. Codziennie we mszy świętej polecamy Jezusowi Miłosiernemu kraje dotknięte pandemią, modlimy się za lekarzy i pielęgniarki, którzy są na pierwszej linii zagrożenia. Modlimy się za Was i prosimy, byście modlili się także za nas.
Ks. Stanisław Worwa


Brazylia

Umburanas, 28 marca 2020 r.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Moi Drodzy!Dziś jest sobota i jakoś czuję się dziwnie, bo po całym tygodnniu odprawiania mszy świętych w pustym kościele, jutro też nie będzię inaczej. Wójt gminy wydał zakaz mszy św. z ludźmi, czy nabożeństw protestanckich z udziałem wiernych.

Nasze miasteczko opustoszało i się wyciszyło. Można powiedzieć, że nastąpił prawdziwy WIELKI POST. Wydawało się, że przy temperamencie Brazylijczyków jest to niemożliwe do osiągnięcia, a jednak strach dał radę. 

Wczoraj mieliśmy potwierdzonych 3417 zarażeń i 92 zmarłych, z tym, że testy robi się jedynie w ciężkich przypadkach. W niedzielę kobieta z ośrodka zdrowia mówiła, że na nasz region, to jest około 500 tys. ludzi, jest 60 testów. Dopiero w przypadku wysokiej gorączki i trudności w oddychaniu zalecają się zgłosić do ośrodka zdrowia. A jak się ma tylko symptomy grypy, bez trudności w oddychaniu, to żeby siedzieć w domu. Jeśli się pojawi wirus, to przy takich zaleceniach załatwi całą służbę zdrowia w naszym regionie. Mają jedynie maseczki i rękawiczki do ochrony. 

Prezydent Brazylii ma różne pomysły. Trzeba zaznaczyć, że tutaj rząd jest tworzony przez prezydenta. To on wybiera wszystkich ministrów. Pierwszym pomysłem był dekret prezydencki, dający możliwość zawieszenia umów o pracę na cztery miesiące, bez wynagrodzenia. Podniosła się ogromna krytyka i pytania, za co w tym czasie żyć i płacić rachunki, więc zawiesił dekret. Później wpadł na pomysł, że aby gospodarka nie stanęła, to trzeba wszystko przywrócić: szkoły, uczelnie itd. Mówił, że kraj nie może stanąć przez jakieś tam przeziembienie. Krótko mówiąc, niech umrze co ma umrzeć na sposób selekcji naturalnej. Wszyscy chcieli go zlinczwać za tą wypowiedź. Z drugiej strony trzeba go zrozumieć. Napady i rabunki w Brazylii są czymś na porządku dziennym, więc przy braku pieniędzy, a nie daj Boże i dostaw żywności, może dojść do tego na ogromną skalę.

Tutaj dużą autonomię mają wójtowie gmin i miast. Więc dekretem, nasz wójt w gminie zamknął wszystkie szkoły, kościoły, sklepy niespożywcze i usługi. Np. w gminie ks. Romana Góry można było do wtorku odprawiać mszę św. z 20 ludźmi. Każdego dnia jednak to się zmienia. Ludzie w szpitalach leżą na korytarzach bez wirusa, a można sobie wyobrazić, co będzie, gdy się rozsieje. Nie ma żadnego planu ze strony rządu. Każdy stan (województwo) Brazylii, a w nim każda gmina, stara się działać na własną rękę i na swój sposób. 

Ludzie starają się siedzieć w domach, bo to jedyny środek zaradczy w naszej sytuacji. Starsi boją się, ponieważ wiedzą, że nie ma szans na leczenie w szpitalu. Dla rządu wymarcie emerytów byłoby pewno odciążeniem budżetu, bo tutejszy system emerytalny (walka w rządzie o jego reformę) ogromnie zadłuża kraj. Około 170 miliardów rocznie. Niestety, w sytuacji naszej gminy, brak emerytów byłaby tragedią, ponieważ całe rodziny są tu utrzymywane przez emerytutę starszych osób, ze względu na brak pracy (teraz trochę ludzi ma pracę przy budowie elektrowni wiatrowych, ale i to się niedługo skończy). Więc jeśli by emeryci wymarli, to w naszej gminie, a zwłaszcza w wioskach, będzie ogromny problem. Jak już wspominałem w innych listach, od kilkunast lat ludzie praktycznie nie uprawiają pól z powodu bardzo małej ilości opadów.

Tak też, potrzebujemy wiele modlić się za siebie nawzajem, aby Pan Bóg na całym świecie zaradził jakoś tej sytuacji.

Pozdrawiam w modlitwie
Ks. Marek Pawełek

rdn_f TV
play
Słowo za słowo (M) - Jerzy Kosiba
play
Słowo za słowo (M) - Roman Ciepiela
play
Słowo za Słowo (NS)- Milenia Małecka Rogal
ZGŁOŚ
interwencje
REKLAMA
POLECA
Korki od prezydenta
Koncert Życzeń
Spraw swoim bliskim
muzyczną niespodzianke
CO? Gdzie? Kiedy?
patronat radia RDN